Witamy!

Oto blog Hani.
Chcielibyśmy przedstawić na nim historię życia naszej małej Hanki-niespodzianki.
Małej, bo Hana urodziła się jako wcześniak, z wagą zaledwie 750 gramów.
Wciąż jest mała. I tak już chyba zostanie.
Hania nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, walczy z mózgowym porażeniem dziecięcym, padaczką i wieloma innymi konsekwencjami przedwczesnego pojawienia się na świecie.
Walczy dzielnie.
Zobacz, co u Hani i wokół niej.
Zapraszamy!
Mama i cała reszta

Szukaj na tym blogu

czwartek, 2 sierpnia 2018

Minął już spory czas, od kiedy tu ostatnio zaglądałam. Nieustająco, odsyłam wszystkich ciekawskich czytelników do mojego Facebooka. Tam znajdziecie wszystkie najświeższe wiadomości.
Ale do rzeczy. Moje ciało zostało w połowie maja uwolnione z gipsowej skorupy. Wszystko niby miało być dobrze, ale nie było. Jedyne, co było, to ogromny ból. Bolało mnie wszytko. Cała unieruchomiona gipsem dolna część ciała, ale również reszta. Ciężko było mnie przewijać i przewracać. Ratunkiem na ten stan miała być intensywna rehabilitacja. Łatwo powiedzieć. Rozpoczęły się poszukiwania. Z trudem, ale wreszcie udało się znaleźć kogoś, kto zechciałby przyjeżdżać do mnie do domu i ze mną ćwiczyć. Mieszkamy 20 km za Wrocławiem. Niby blisko, ale tak naprawdę za daleko dla wielu fizjoterapeutów. Szczęśliwie, w końcu się udało. Ruszyliśmy z kopyta. Mam teraz i już nie wypuszczę ze swych rąk dwoje fajnych specjalistów - panią Jagodę i pana Marcina. (Tutaj ślę ukłony wszystkim jednoprocetowym przekazywaczom, bo koszty za wizyty domowe pokrywamy właśnie z subkonta). Każde z nich robi swoje i naprawdę jest dobrze. Znaczy było dobrze, dopóki mnie znów nie zakuli w gips z drugim biodrem. Kiedy byłam na ściągnięciu gipsu w maju, wyznaczono datę operacji drugiego biodra. Obecnie od ponad tygodnia znowu leżę w gipsowych spodniach. Leżę i kwiczę z gorąca. Niefortunnie, tegoroczne lato daje solidnie popalić. Sami zresztą dobrze wiecie. W nocy w moim pokoju mam 26-27 stopni Celsjusza. Wentylator kręci dzień i noc, ale niewiele to daje. Masakra. Noce są koszmarne. A musicie wiedzieć, że tym razem gips będę nosić jeszcze dłużej. Ze względu na zły stan mojego kośćca pani doktor musiała założyć dodatkowe wzmocnienie. Przez to po sześciu tygodniach pojadę na wyjęcie tego dodatkowego czegoś. Wyjmą, zaszyją i odeślą mnie do domu na kolejne dwa tygodnie. Sumując, po ośmiu tygodniach ma nastąpić ostateczne oswobodzenie z gipsów mojego lichego jestestwa. I takie to u mnie rewelacje.
Trzymajcie się cienia!
Wasza Hana

Tak wygląda teraz Hana.
Szpikulcami nadziewana.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz